Dzialo sie to w niedalekiej przyszlosci, a moze terazniejszosci... Najdziwniejsze jest to, ze moze to sie
nigdy nie wydarzylo... Czlowiek o dziwnym imieniu... ktorego nawet nie pamietam...
Spotkal mnie kiedys na ulicy... a moze mi sie wydawalo... Zapytal sie czy mam ochote na kawe...
Bez namyslu zgodzilam sie... On powiedzial, abym podazala za nim... Zna pewne miejsce i jest niedaleko...
Nawet nie wiem kiedy otworzyly sie wielkie drewniane drzwi... Powiedzial "Prosze wejdz..."
Przekraczajac prog poczulam niesamowity zapach kawy... Usiedlismy...
- Czy sie zgodzisz jak zamowie cos dla nas...
- Dobrze...
Po chwili ktos przyniosl filizanki...
- Pij - usmiechnal sie...
- Zobaczysz swiat moimi oczami...
Nagle sie zerwalam... chcialam wyjsc... On patrzyl na mnie spokojnie...Wstal i powiedzial...
- Usiadz...
Siadlam... sama nie wiem czemu... wzielam filizanke z kawa... pierwszy raz poczulam taki zapach...
Jeden lyk potem drugi i kolejny...
Nagle...
Podal mi reke... lezalam na drewnianej podlodze...
- Chodz pokaze Ci cos...
O nic nie pytalam.. Poszlam...
Wyszlismy na ulice... a tam moje miasto... Zdziwilam sie...
- Dlaczego mnie tu przyprowadziles...
- To proste... Nie wiesz... Tu zaczyna sie moja historia...
Idziemy ulicami Starego Miasta...
- Znasz tych ludzi... Prawda...?
- Znam... A Ty skad ich znasz...
- Przeciez Ci mowilem, ze to moja historia...Opowiem Ci coś...
"Szedłem ulicą, tak jak my teraz i nic nie widzialem... Pusto wokolo i tylko jedno swiatlo...
Postanowilem pewnego dnia, ze chce to cos co jest tam... Nie slyszalem innych... widzialem tylko to...
Minal rok moze dwa, az w koncu znalazlem... Byla to swieca... Nie zdziwielem sie, bo nie wiedzialem czego szukam...
Wzialem ja do reki patrzylem na nią... To juz nie bylo rozowe wyobrazenie, lecz rzeczywistosc... Inna...
Ale równie piękna... Chciałem wziąść ją do domu... niosłem tak ostrożnie, chronilem od wiatru ale jednak zgasła...
Poczulem pustke...
Budzilem sie kolejnego dnia z nadzieja, ze to co utracilem moge odzyskac... W koncu tyle o to walczylem...Otwieralem oczy
i widzialem ze jestem w tym samym miejscu... ze swieca stoi... ale juz nie widze jej blasku...
Mijaly dni, moze miesiace... lata nawet nie wiem... ale zylem tym swiatlem do ktorego dazylem tyle czasu...
Nie chcialem go stracic... Płomienia, który utrzymywal mnie przy nadzieji tyle czasu...
Pewnego dnia budzac sie rano... widzac ja stojaca kolo mojego lozka... Stracilem nadzieje... Wiedzialem, ze to juz koniec...
Nadzieja przeciez umiera ostatnia... Znalazlem najpiekniejsze pudelko jakie mialem i wlozylem do srodka...
W srodku zostawilem karteczke 08.03 "Dzien w ktorym peklo niebo"
I wiesz co nigdy nie pomyślalem, aby ją jeszcze raz zapalić... To byl by plomien... to prawda... to byla by ta swieca...
ale to by nie byla ta calosc, ktorej szukalem...
Pewnego dnia... pamietam go dobrze... wszedlem do tej kawiarni co Ty dzisiaj... Urzekl mnie zapach kawy...
Tak mocny a zarazem piekny... Juz wtedy wiedzialem, ze to jest to miejsce do ktorego chce przychodzic kazdego dnia...
Stracilem tyle lat na marzenie z dziecinstwa... Ale wlasnie wtedy dowiedzialem sie dlaczego... Gdyby nie to... moze
bym nie poznal prawdziwego zapachu kawy... Jestem szczesliwy... wiem, ze mam gdzie isc kazdego dnia..."
Gdy otworzylam oczy siedzialam na krzesle... zdziwilo mnie, ze bylam sama... Pozostal tylko zapach kawy i... pudelko...
Otworzylam je a tam lezala swieca z karteczka "o8.03 Dzien w ktorym peklo niebo"