znow lublin...
4 dni... tutaj... potem warszawa i gdynia...
nie konczaca sie opowiesc...
plecak... pociag... po kilku dniach powtorka...
marzenie: "Chcialabym miec swoje miejsce w swiecie..." - moze kiedys...
Podobno chciec to moc...
ale ja mam juz dosc...
nie chce mi sie...
a trzeba brnac dalej...
perspektywa...
jak z Toba to wszedzie...
tylko czas...
ale ile tego czasu...
na tym czekaniu zycie zleci...
a co innego mi zostaje...
chyba nic...
czy dalej brnac...
tak... nie ma wyjscia...
jak dlugo...
najdluzej trzy lata...
i ani dnia dluzej...
czego nie dluzej...
bo mam taka wizje...
cale zycie jest czekaniem...
na nastepny dzien...
a to jest jakby czekanie
na koniec...
cale zycie czekac...
o nie...
w koncu mam cos jeszcze do zrobienia...