Byl czlowiek... Siwe wlosy, zmarszczki na czole... Wygladal na zmeczonego.. ale oczy mial pewne sily... Siadlam z nim przy kawie w pewnej restauracji... Chcial mnie wysluchac a ja sie rozplakalam... Nie potrafilam mowic o tym co mnie boli...Nigdy nie potrafilam... On o tym wiedzial... znal mnie juz tyle lat... Nic nie mowilam... Zapytał... Nie wiesz teraz jak zyc... Spojrzalam na niego... Bylo strasznie cicho... gdzies z daleka slychac tylko starą szafe grająca nucaca Senza Una Donna... Lzy po prostu lecialy, ale nie bylo w tym nic dziwnego... Przez ostatni okres bylo to normalne...Nic nie mowil... Przeciez najlepiej wiedzial, ze kazdy placz ma ostatna lze, kazda chwila musi sie kiedys skonczyc, kazda zlosc minie, a swiat bedzie sie toczyl dalej... Po jakims czasie uspokoilam sie... A on do mnie takim cichym, spokojnym ojcowskim glosem... Widzisz... Wszystko kiedys sie skonczy... ale trzeba miec nadzieje, ze ten nowy rozdzial przyniesie lepsze chwile... Nie zmarnuj tych lez, nie zmarnuj tego ze jest Ci zle... Ucz sie... i zatrzymaj sie na chwile i pomysl dlaczego... Nie zawsze jest odpowiedz... Czasami tak musi byc i nikt nie wie dlaczego...Ale nie wolno zamykac sie przed swiatem... bo moze wlasnie na rogu w tej alejce obok jest cos lepszego... Jak nie ma to moze gdzies indziej... Moze to jeszcze nie ten moment... A zycie pcha dalej i nawet najgorsze sprawy po pewnym czasie zostaja tylko wspomnieniem...